TOP 10 Niezwyczajnych noclegów w Polsce

Czy zdarza Wam się czasem jechać gdzieś tylko po to, żeby spędzić noc w jakimś niezwykłym miejscu? Muszę przyznać, że u mnie dosyć często wyjątkowy nocleg jest impulsem do wyjazdu. Lubię spać w ładnych wnętrzach, a jeszcze bardziej w takich, które mają mi coś do opowiedzenia i zabierają mnie w inny świat czasem nawet bez konieczności wychodzenia na zewnątrz.


Buszuję godzinami w internetach za takimi perełkami. Raz jest to designerski hotel, a innym razem chata na końcu świata. Kilka ciekawych propozycji znalazłam bez opuszczania rodzinnego miasta. Uzbierało się tego na tyle, że postanowiłam zebrać moje najpiękniejsze noclegowe doświadczenia w jednym miejscu i podzielić się tym dobrem z Wami. Bierzcie zatem i korzystajcie do woli, z tego, co Wam przypadnie do gustu.


  1. Yourplace XXS - Kraków


Zacznę od mojego miasta i od najmniejszego mieszkanka, w jakim kiedykolwiek przyszlo mi spędzić noc. Co ciekawe, Youplace Kraków XXS naprawdę reklamowany jest jako jeden z najmniejszych apartamentów świata. 


Jako, że uwielbiam takie historie, musiałam na własnej skórze sprawdzić, jak śpi się w 2,5 metrowym pomieszczeniu i okazało się, że wcale nie było tak źle. W środku znajdziecie wszystko, co potrzeba, żeby przetrwać. Od talerzy, po kieliszki do wina, mikrofalę i przenośną lodówkę. Apartament nie jest wprawdzie tanią opcją, więc gośćmi są zapewne tylko krejzole, tacy jak ja, bo ani mój dwudziestoparoletni syn, ani dojrzały Dział Techniczny nie skusili się na tę przyjemność.


Po co więc ludzie wynajmują taki apartament? Pewnie głównie z ciekawości i dla tak zwanego fanu. Po fakcie, uznałam jednak, że przebywanie przez parę godzin w tych ciasnych ścianach bez dziennego światła może być także pouczające. Szukając bowiem innych “najmniejszych apartamentów na świecie“, nie trafiamy na designerskie perełki, a raczej do slumsów Mumbaju czy Honkongu, gdzie na nieco tylko większych powierzchniach żyją całe rodziny i to nie jedną noc, a całe swoje życie. Daje do myślenia…


Całą relację z tego miejsca znajdziecie tutaj.

  



  1. Costa del Kryspi - Kraków


Jeszcze na jedną noc zostańmy w Krakowie, a dokładnie wybierzmy się razem nad Zalew w Kryspinowie. Dla osób spoza Krakowa będzie to zalew we wsi Budzyń, ale ja będę posługiwać się stosowaną powszechnie nazwą potoczną. Zresztą nie o sam zalew tu chodzi, a o położony na nim bungalow o wdzięcznej nazwie Costa del Kryspi. 


Costa del Kryspi to całoroczny domek na wodzie położony na jeziorze w Kryspinowie. Dwanaście kilometrów od Rynku krakowskiego, a możemy się poczuć niemal jak w Mielnie, gdzie dostępne są najsłynniejsze tego typu apartamenty w Polsce, choć nie pierwsze, bo prekursorem tego typu konstrukcji, jak wyczytałam, jest wrocławianin, który swój "pływajacy" dom wybudował na rzece Odrze w 2011 roku.


Pływający bungalow znajduje się niedaleko słynnego, krakowskiego kąpieliska, więc na intymność nie ma co liczyć. Nawet poza sezonem co jakiś czas grupka ciekawskich będzie podpływać pod Wasz podest, żeby zajrzeć Wam w okna. Za to, jeśli w planach macie wakacyjne szaleństwa, to trafiliście idealnie. Kąpiele i wszelakie sporty wodne macie tu na wyciągnięcie ręki. Domek dla czterech osób ma wszelkie udogodnienia i ciekawy kolorowy wystrój. Jedynie osoby z chorobą morską mogą mieć tu pewne problemy. Nocą czuć bowiem delikatne, dla większości bardzo przyjemne, kołysanie.


Dłuższy wpis o naszym pobycie znajdziecie tutaj.





  1. Willa Bajka / Willa Tadeusz - Lanckorona


Osoby odwiedzające Lanckoronę, planują spędzić tu zwykle jeden dzień. Scenariusz najczęściej jest taki sam: poszwendać się po urokliwym rynku, zjeść pierogi w Cafe Arka, zajrzeć do jednej galerii ceramiki i wrócić do domu. Ja jednak postaram się zachęcić Was do zabawienia w Lanckoronie przynajmniej dwóch dni i poznania uroków tutejszych zabytkowych willi. 


Moje dwie ulubione to willa Bajka i willa Tadeusz. Ta ostatnia przepełniona jest historią i opowieściami o znanych ludziach, którzy tam bywali. Skrzypiące podłogi, zabytkowe meble, skrywają wiele tajemnic, o których chętnie opowiadają właściciele, jeśli tylko znajdę chwilkę czasu. Ponad stuletni dom z przepięknym ogrodem i kamiennym basenem, jest częstą scenerią dla ślubów i innych imprez okolicznościowych, ale zwykły śmiertelnik też może zarezerwować tu nocleg i cieszyć się urokami willi położonej w lesie na skraju miasteczka.


Osobiście mam jednak ogromną słabość do willi Bajka. Pewnie dlatego, że jako najwyżej położona willa w Lanckoronie cieszy oczy zjawiskowym widokiem na okolicę. Do tego minimalistyczny wystrój w stylu skandynawskim, dużo książek i moje serce od razu bije mocniej. Do dyspozycji gości są cztery pokoje, wspólna kuchnia i jadalnia, co sprawia, że atmosfera jest tu niemal rodzinna. Polecam również tutejsze wegańskie śniadania przyrządzane przez właścicielkę. Pana domu warto za to wyciągnąć na rozmowy o sztuce. Sam jest artystą, więc jak się rozkręci, to może otworzy przed Wami drzwi swojej pracowni. 


Szczegółowe porównanie obu willi znajdziecie tutaj.





  1. Chatabrata - Krzywcza k. Przemyśla


A gdyby tak rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady? Każdy z nas, choć raz w życiu na pewno o tym pomyślał, marząc o świętym spokoju, wśród natury, z dala od wszystkich trosk tego świata. Kolejne miejsce, w tym zestawieniu to jeszcze nie Bieszczady (choć blisko), ale poza tym spełnia wszystkie wymienione kryteria.


Chatabrata, zwana dawniej Hobbitówą, to niezwykły dom położony na Pogórzu Dynowskim w miejscowości Krzywcza 20 km od Przemyśla. I choć twórca tego pomysłu, pan Bogusław Pękalski (sam wyglądający trochę jak Gandalf z burzą śnieżnobiałych włosów 🤣) odżegnuje się od tolkienowskich skojarzeń, będzie nam trudno o nich zapomnieć. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia poniżej. Faktem jest jednak, że mimo oczywistych skojarzeń, Chatabrata jest efektem wieloletniej pasji jej właściciela, nie tyle do literatury fantasy, co raczej po prostu do natury, która niepodzielnie rządzi w tym miejscu.


To niesłychane, ale zanim powstał dom, kilka lat wcześniej, zasadzono w tym miejscu wierzbowe słupy, które z czasem się ukorzeniły, tworząc naturalną, żywą konstrukcję chaty. W ramiona wierzb wbudowano następnie ściany i dach, używając do tego naturalnego budulca: gliny, słomy, kamienia i innych rodzajów drewna, a pofalowany, zielony dach pokryty jest prawdziwym mchem.


Dom i ogród to prawdziwa sielska kraina, w której cieszyć się można spokojem i prostotą życia. Dosłownie, bo w chacie nie ma prądu. W związku z tym nie ma tradycyjnego oświetlenia, lodówki, a żeby mieć ciepłą w wodę w łazience, trzeba samemu napalić w piecu. Dla mnie starej harcerki, takie klimaty, to mega frajda, a dla Was?


Wrażenia z tego miejsca i tego co można zobaczyć w okolicy znajdziecie tutaj.





  1. Szuflandia - Wisła


Nietypowe domki w Beskidach, a dokładnie w Wiśle to ukłon w stronę fanów kultowego filmu Kingsajz Juliusza Machulskiego (może dlatego tak bardzo mi się podobało),, ale także, a może przede wsxystkim, możliwość totalnego resetu w górach. Szczególnie kiedy, tak jak my, traficie na fatalną pogodę 😜.


Nietypowa architektura powinna spodobać się jednak nie tylko boomersom. Szuflandia składa się z ośmiu fantazyjnych drewnianych domków z pełnym wyposażeniem, gdzie miło i wygodnie spędzać czas mogą zarówno zakochane pary jak i rodziny z dziećmi. Najfajniejszym miejscem w domku jest oczywiście sypialnia, która ma kształt wysuniętej szuflady z olbrzymim, panoramicznym oknem. To uczucie kiedy budzisz się rano, a za oknem las lub góry, bezcenne. 


W tego typu miejscach cudowne jest to, że można bezkarnie się nudzić, robiąc tak zwane nic. Uspokajam jednak tych, którzy nie usiedzą w miejscu. Na terenie kompleksu jest sauna i odkryty basen, dookoła górskie szlaki i atrakcje Wisły i Ustronia. Zimą dodatkowo skorzystać można z oddalonego o kilometr stoku narciarskiego. A gdybyście chcieli ruszyć gdzieś dalej, polecam odwiedzić malowniczy Cieszyn.

 

Więcej szczegółów z naszego pobytu znajdziecie tutaj




  1. Widnokrąg - Sandonierz


Przeciętny turysta spędza w Sandomierzu kilka godzin, skupiając się na najważniejszych atrakcjach. I faktycznie przyznać muszę, że miasteczko jest na tyle małe, że jeden dzień wystarcza na "zaliczenie" najważniejszych punktów programu. Mimo to osobiście zachęcam Was gorąco do zatrzymania się tu na dłużej i delektowania uroczą atmosferą tego miejsca.


Nie ma według mnie lepszej opcji na nocleg w Sandomierzu jak przyklejone niemalże do Bramy Opatowskiej pokoje gościnne pensjonatu Widnokrag. To już właściwie pensjonat instytucja gdzie, oprócz pięknie urządzonych wnętrz, znajdziecie świetną restaurację, mini galerię sztuki, a nawet prywatną bibliotekę, w której rządzi miejscowa, a jednocześnie wielka literatura, która, tak jak i cały Widnokrąg, jest dla mnie wielkim odkryciem. 


Miejsce inspirowane jest prozą Wiesława Myśliwskiego, urodzonego w Dwikozach pod Sandomierzem, dwukrotnego laureata nagrody Nike za "Traktat o łuskaniu fasoli" i "Widnokrąg" właśnie, która w 1997 była pierwszą nagrodzoną powieścią w historii tej nagrody i otwarła listę znakomitych laureatów, do których należą: Miłosz, Tokarczuk, Barańczak, Różewicz i inni. 


W całym pensjonacie znajdziecie liczne cytaty z powieści, ale przede wszystkim ducha i przeświadczenie, że w tym miejscu nie ma rzeczy niemożliwych, że małe miasto nie ogranicza, a przeciwnie daje stabilny grunt, w który wrośnięci mamy siłę sięgać po więcej, aż po horyzont naszej wyobraźni.


To miejsce spodoba się na pewno wszystkim, którzy lubią niespieszne, ale dogłębne odkrywanie tego, co dookoła, miłośnikom przedłużonych poranków przy pachnącej kawie, romantykom, którym nie żal czasu na powolny spacer złoconymi zachodzącym słońcem uliczkami miasta i wszystkim innym, bez wyjątku, wrażliwcom, którym w duszy grają piękne słowa, rzeczy i obrazy. 


Wrażenia z naszego weekendu w Widnokregu opisałam tutaj





  1. W bańce - Dąbrowa k. Łodzi


Miejscehttps://www.operacjapodroz.pl/2021/02/w-bance-przezroczysty-zawrot-gowy.html jest tak odlotowe i nieoczywiste, że mogłoby być wszędzie. Tak się jednak składa, że znajduje się w miejscowości Dąbrowa, kilkanaście kilometrów od Łodzi. To nietypowe pole namiotowe, pięknie się rozwinęło o od mojego pobytu w 2019 roku i podwoiło ilość noclegów.  Dziś do dyspozycji gości jest aż dziesięć baniek, niektóre nawet w wersji VIP z prywatnym jacuzzi.


Większość baniek, mimo że przezroczyste, ukrytych jest w zieleni, co daje poczucie totalnego zanurzenia w naturze. Komfort i spokój dodatkowo gwarantują zasady obiektu, a w szczególności ograniczenia wiekowe. Dzieci poniżej 16 roku życia, nawet te bardzo grzeczne, niestety muszą poczekać aż dorosną. Swojego pupila też zostawiamy w domu i cieszymy się niczym niezmąconą ciszą. Każda bańka ma dostęp do własnej łazienki. Maleńkiej, ale bardzo funkcjonalnej i czyściutkiej. Z innymi gośćmi spotkamy się jedynie we wspólnej kuchni.


Jakie atrakcje czekają na Was "W bańce", oprócz samej bańki? W ciągu dnia można oczywiście przykleić się do leżaka z ulubioną książką i nie robić nic. Można wskoczyć do jacuzzi z zimnym piwkiem i też będzie miło. My odwiedziliśmy pobliską Łódź. Jeśli chcecie odpocząć od samochodu można wybrać się na spacer, ale nie byle jaki. Właściciele przygotowali dla gości grę terenową, dzięki której w niebanalny sposób odkryjecie ciekawe miejsca w okolicy.


Na wieczór koniecznie ściągnijcie sobie apkę do obserwacji nieba, którą znajdziecie na przykład 🔍tutaj lub pożyczcie z kuchni wersję papierową i hop pod kołderkę z teleskopem w ręku. Przy dobrej pogodzie nieprzespana noc gwarantowana 😀.


Jak nam się podobal pobyt w tym miejscu, opisałam tutaj.



  1. Wodna wieża - Pszczyna


Nie sądziłam, że Pszczyna, w której bywałam nie raz, może mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Słynna zagroda żubrów, uroczy pałac i przepiękne tereny zielone to atrakcje, które z oczywistych powodów przyciągają tu rzesze rodzin z dziećmi i osób lubiących spędzać czas aktywnie na świeżym powietrzu. Okazuje się jednak, że za sprawą pewnego niezwykłego miejsca, Pszczyna stała się także mekką okolicznych foodiesow, design loversów i entuzjastów wodno-parowych rozkoszy.


Zrewitalizowany kompleks Wodna Wieża zlokalizowany w dawnej wieży ciśnień znajduje się kilka przecznic od ścisłego centrum i jakieś 10 minut piechotą od dworca. Surowy modernistyczny budynek nie zachwyca na pierwszy rzut oka, okolica zresztą też nie bardzo. Wystarczy jednak wejść do środka, aby przenieść się natychmiast w intrygujący świat maszyn parowych rodem z powieści Juliusza Verne. 


Oferta noclegowa to siedem designerskich pokoi, które w roku 2025, w zaledwie rok po otwarciu, wskoczyły do czołówki rankingu Poland 100 Best Hotels awards, otrzymując w kategorii apartamenty aż dwa klucze. Jak szaleć, to szaleć. Zarezerwowałam największy i najbardziej wypasiony z nich. I jeśli chcecie efektu wow, zróbcie to samo. Dwupoziomowy, prawie osiemdziesięciometrowy apartament dosłownie rozłożył mnie na łopatki, a szczękę zbierałam do następnego rana. Najpierw oszałamia przestrzeń, potem detale od włączników po logo wytłoczone na designerskich fotelach.


W wieży goście mogą skorzystać także z widokowego SPA oraz dwóch restauracji. U góry znajduje się wspaniała restauracja Steampunk, której kuchnię docenili ostatnio inspektorzy przewodnika Michelin, przyznając jej pierwszą gwiazdkę. Na dole zaś bistro Tickets z pysznym jedzeniem w bardziej przystępnych cenach. W niedzielę zjecie tu nawet kultową roladę z kluskami śląskimi i modrą kapustą. 


O tym jak bawiłam się w Wodnej Wieży, poczytacie tutaj.





  1. Hotel Quadrille - Gdynia


A oto kolejna propozycja, która zabiera nas w zupełnie inny świat. Tym razem ruszamy w podroż w Krainę Czarów razem z Alicją i jej tajemniczymi towarzyszami. Znajdujący się na obrzeżach Gdyni, otulony zielenią parku, Hotel Quadrille to butikowe cacuszko tylko dla dorosłych, które mieści się w odnowionym XIX wiecznym neogotyckim pałacu. Miejsce zachwyca niesamowitym designem, ale także wspaniałą kuchnią, której spróbować można w tutejszej restauracji Biały Królik.


Hotel Quadrille to nie tylko piękne wnętrza inspirowane powieścią Lewisa Carolla, ale też pewna filozofia podejścia do życia i biznesu bardzo mi bliska. Obiekt jest bowiem jednym z dwóch hoteli w Polsce należących do prestiżowej sieci Relais et Chateaux. (Drugim, a raczej pierwszym, jest znajdujący się w moim rodzinnym Krakowie hotel Copernicus 😊). Piękno i jakość macie więc tu gwarantowane.


Nastawcie się, że przez większość czasu będziecie biegać po korytarzach z aparatem w ręku niczym książkowa Alicja, odkrywając niezwykłe, hotelowe zakamarki. A jak się napstrykacie, polecam zrelaksować się w tutejszym SPA i pójść na długi spacer wzdłuż orłowskiego klifu, który jest moim zdaniem jednym z najpiękniejszych zakątków nad Bałtykiem.


Moje ochy i achy na temat tego miejsca spisałam tutaj.





  1. Hotel Europejski / Hotel Bristol - Warszawa


Warszawę zostawiłam sobie na deser, a dwa obiekty o których wspomnę, niech będą naszymi wisienkami na torcie. Będą to również, jak na stolicę przystało najbardziej luksusowe propozycje. Zdaję sobie sprawę, że z przyczyn tak przyziemnych jak pieniądze, nie są to miejsca, w których w podróży sypia przeciętny zjadacz chleba. Gdyby jednak w Waszym życiu nadarzyła się okazja, by spędzić noc w którymś z tych przybytków, to nie wahajcie się ani chwili.


Dwa legendarne stołeczne hotele zaglądają sobie do oczu po przeciwległych stronach Krakowskiego (a jakże 😜) Przedmieścia. Oba obiekty są imponujące i oba do bólu warszawskie. Z historią, z duszą, z klasą, której nie powstydziłby się żaden ceniony, europejski hotel.


Hotel Bristol, perła secesji, to kwintesencja XIX wiecznej Warszawy. Na widok jej bryły łezka się w oku kręci nie tylko mieszkańcom stolicy. Uchodzi za najstarszy wciąż funkcjonujący hotel w mieście. Otwarty w 1901 roku powstał dzięki inicjatywie samego Ignacego Paderewskiego. Co ciekawe, jako jeden z nielicznych obiektów przetrwał wojenną zawieruchę. I wcale nie trzeba rezerwować tu noclegu, aby cieszyć się atmosferą tego wyjątkowego miejsca. Będąc w Warszawie, zachęcam, by wejść zobaczyć imponujące hotelowe lobby i poczuć się jak warszawiak, pijąc kawę w tutejszej Café Bristol.


Hotel Europejski to dla mnie klasa sama w sobie i jeden z najlepszych polskich obiektów hotelowych. Oczywiście to moje zdanie i można się z nim nie zgadzać.  Lista sławnych gości jednak nie dziwi od Marii Skłodowskej-Curie, Artura Rubinsteina po współczesnych nam The Rolling Stones czy Beyonce, a jego Sala Pompejańska zachwyciła samego Prusa, który wspomina o niej w swojej słynnej “Lalce”. Sam zresztą w tutejszej kultowej cukierni Lourse popijał pewnie gorącą czekoladę w towarzystwie chociażby Władysława Reymonta.


Ma jednak Hotel Europejski jedną rzecz, która wyróżnia go spośród innych hoteli nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Wnętrza hotelu zostały wypełnione sztuką, znalazło się w nim prawie 500 prac współczesnych polskich artystów, wśród nich Tadeusza Kantora, Wilhelma Sasnala i fotografa Tadeusza Rolkego. Kolekcja powstała pod kuratelą Andy Rottenberg i Barbary Piwowarskiej i jest jedną z największych prywatnych kolekcji dostępnych publicznie. Hotel ma nawet własnego kustosza, który oprowadza gości w dni powszednie, w weekendy robią to świetnie wyszkoleni butlerzy. Jeśli jesteście z Warszawy lub okolic, śledźcie hotelowe newslettery, bo wiem, że czasem organizowane są dni otwarte i każdy może skorzystać z tej niezwyczajnej oferty bez wydawania milionów monet na nocleg. Przyznajcie kochani, że to tip, dla którego warto było przeczytać ten wpis do końca 😜.





Ten post nie jest reklamą, a wyłącznie moją osobistą rekomendacją.


Komentarze

  1. Z wymienionych byliśmy w Szuflandii.... również polecamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, bardzo dziekuję za podzielenie sie opinią. Może coś jeszcze zainspiruje 😍.

      Usuń

Prześlij komentarz

Obserwuj Instagram!