STAMBUŁ AZJATYCKI - Na wschód od seraju

 


Stambuł kojarzy nam się wszystkim z takimi zabytkami jak Hagia Sophia, Błękitny Meczet, Świątynia Sulejmana czy wieża Galata. Wszystkie te atrakcje znajdują się w europejskiej części miasta i oczywiście nie można ich pominąć. W tym wpisie jednak chciałabym Wam pokazać inne oblicze tej wyjątkowej metropolii. Zabieram Was na “przejażdżkę” po azjatyckiej części Stambułu, by udowodnić, że po tamtej stronie Bosforu też jest ciekawie.


Przeprawa z Europy do Azji to w Stambule “bułka z masłem”. Najprzyjemniejszą opcją będzie prom do Üsküdar, ale możecie równie wygodnie dotrzeć tam metrem lub pociągiem. Główny węzeł komunikacyjny znajduje się tuż obok przystani, więc bez względu na środek transportu naszą wycieczkę wszyscy zaczynamy w tym samym miejscu. 


Atrakcje Üsküdar


Zaczniemy od dzielnicy Üsküdar najbardziej zabytkowej dzielnicy po tej stronie cieśniny Bosfor. Zaraz po zejściu z promu każdy obowiązkowo zalicza spacer po tutejszym nabrzeżu i wakacyjną fotkę z legendarną Kiz Kulesi. Wieża Leandra, wieża Panny lub Dziewicy to najpopularniejsze nazwy tego kultowego zabytku. Mieszkańcy miasta chętnie podkreślają tę kultowość, pielęgnując związane z wieżą legendy. Najsłynniejsza opowiada o córce króla, której przepowiedziano, że umrze od ukąszenia węża. Sprytny ojciec postanowił zamknąć młodą pannę w tej właśnie wieży. Niestety pewnego dnia wąż dostał się do środka wraz z koszem na jedzenie i przepowiednia się spełniła. 


Niespełniona pozostaje za to miłość w innej legendzie, zgodnie z którą uczuciem darzyć miały się dwie najważniejsze wieże Stambułu. Galatę i Kiz Kulesi łączyć miało uczucie tak silne jak dwojga ludzi, którzy nie mogą być razem ze względu na dzielącą ich odległość. Zakochana Galata wpatrzona w horyzont wypisywała miłosne listy do swej azjatyckiej wybranki. Listy te miał zabrać ze sobą skaczący z wieży stambulski ikar Ahmed Çelebi. Podczas lotu w kierunku Üsküdar korespondencja rozsypała się wokół Kiz Kulesi, która w ten sposób dowiedziała się o miłości Galaty. Od tamtej pory i ona z sentymentem spoglądała w kierunku europejskiego wybrzeża. 



Tyle w temacie legend, wróćmy do faktów. Budowla wzniesiona na początku V w p.n.e. pełniła różne funkcje od wieży strażniczej, fortecy, szpitala aż po restaurację. Dziś, po gruntownym remoncie zakończonym w 2023 roku, urządzono tu muzeum, z którego rozpościera się wspaniały widok na obie strony Bosforu. Warto celować w złotą godzinę i zachody słońca, szczególnie że obiekt otwarty jest do 21.00. Romantyzm pryska wprawdzie kiedy słyszymy cenę za wstęp. Z dojazdem to ponad 30 euro. Wygrywają jedynie szczęśliwi posiadacze Muzeum Card, bo oni płacą tylko 5 euro za łódkę, która dowozi na miejsce. Pomyślcie o tym, jeśli planujecie odwiedzić to miejsce.



Po zwiedzaniu Kiz Kulesi proponuję odpocząć w niezwykłym miejscu, o którym większość turystów nie słyszała. Nowoczesne centrum kulturalne Nevmekan Sahil mieści w sobie kawiarnię, bibliotekę, galerię sztuki i strefę do nauki i pracy. Widać, że miejscowi uwielbiają spędzać tu czas. To dlatego panuje tu luźna i autentyczna atmosfera. Herbatę wypijcie koniecznie w centralnej sali wypełnionej książkami z pięknym, kopulastym dachem w kolorze morskiego turkusu. 



Jeśli herbata w takim miejscu pobudziła wasz apetyt, to dobrze się składa, bo kilka minut piechotą od Nevmekan Sakil jest niewielki targ rybny, na którym zjadłam najlepszą bułę z grillowaną makrelą, czyli słynny balik ekmek. Miejsce zaskakuje nie tylko brakiem tłumów o poranku, ale także niezwykłą czystością. Mimo ogromnej ilości ryb, nie ma to nic wspólnego ze śmierdzącymi straganami które widziałam i przede wszystkim czułam na przykład na Sycylii. Stambulska Azja pozytywnie mnie w tej materii zaskoczyła.




Z nabrzeża podjeżdżamy autobusem pod pałac Beylerbeyi. Okazały, neobarokowy budynek z XIX wieku łączący w sobie europejski sznyt i osmańską tradycję to rezydencja ostatnich władców Imperium. Pomimo krótkiego okresu swojej świetności pałac gościł wiele znanych osób, w tym samą cesarzową Sissi. Niestety nie udało nam się wejść do środka, bo w czasie naszego pobytu zabytek był w renowacji. Posiedziałyśmy więc jedynie chwilkę na przyjemnym skwerze przy pałacu i ruszyłyśmy dalej.


Wracając, odwiedzamy dzielnicę Kuzguncuk. Można śmiało powiedzieć, że to taki azjatycki odpowiednik dzielnicy Balat w europejskiej części Stambułu. W okolicach słynnej uliczki Icadiye. Oprócz mnóstwa kolorowych domków, zachwyciły mnie sklepiki z ceramiką i… słodyczami. Przyznam, że nie mogłam się oprzeć ani jednemu, ani drugiemu. Dlatego do Polski wróciłam z pięknym zestawem glinianych filiżanek do herbaty i kilkoma dodatkowymi wałeczkamii tłuszczyku na brzuchu 😜.




Najważniejszym punktem na mapie azjatyckiej części Stambułu jest jednak górujący nad nią meczet Çamlica. Największy meczet Turcji to praktycznie świeżynka, której budowę zakończono w 2019, ale w sierpniu 2025 wciąż trwały tu prace wykończeniowe wokół budowli. Nie ma się czemu dziwić. To jest ogromny kilkupiętrowy kompleks z gigantycznym tarasem widokowym. 



Meczet, widoczny z każdej części miasta, jest bogaty w detale, które przyciągają uwagę zwiedzających, gdy zbliżają się do niego z daleka. Liczby mają tu znaczenie: sześć imponujących minaretów, wyznaczających obwód budowli, to sześć filarów wiary islamskiej. Główna kopuła meczetu ma 72 metry wysokości, symbolizujące 72 narodowości zamieszkujące Stambuł. Główne drzwi, o wymiarach 5 na 6,5 ​​metra, stanowią największe wejście do jakiegokolwiek miejsca kultu na świecie. Tak przynajmniej reklamują to miejsce Turcy, dla których świątynia ma być odzwierciedleniem potęgi gospodarczej ich kraju.


Ale jest w meczecie Camlica coś więcej. Projekt budowli powierzono dwóm architektkom. Bahar Mizrak i Hayriye Gül Totu stworzyły miejsce przepiękne, ale także przyjazne kobietom. Znajduje się tu między innymi żłobek i plac zabaw dla dzieci (choć mam wrażenie, że dzieci w meczecie mogą bawić się wszędzie). Kobiety mają też do dyspozycji sporą strefę sanitarną do tradycyjnych ablucji. Panie tworzące to miejsce zadbały również o sferę kulturalną. W obiekcie znajduje się biblioteka, sale konferencyjne i Muzeum Cywilizacji Islamskiej. 



Wielki Meczet Çamlica to nie jedyne “naj” w tej części miasta. Panoramiczne wzgórze zainspirowało również twórców nowej stambulskiej wieży telewizyjnej. Çamlica Tower, która wznosi się na wysokość 369 metrów, a w stosunku do poziomu morza osiąga niemal drugie tyle, jest najwyższym punktem widokowym metropolii. Ciekawa konstrukcja ma symbolizować nierozwinięty pąk tulipana, symbol Imperium Osmańskiego. Przypomnę, że to właśnie ze Stambułu, w XVI wieku, cebulki tulipanów trafiły do Wiednia, a następnie do Holandii, dając początek europejskiej „tulipanowej gorączce”.


Wieża otwarta jest dla zwiedzających od 2021 roku i oferuje panoramiczną restaurację oraz dwa tarasy widokowe, na które wjeżdża się przeszklonymi windami. Oprócz niewątpliwych walorów estetyczno - turystycznych, wieża ma na swoim koncie jeszcze jeden rekord. Jest w stanie nadawać jednocześnie sto kanałów telewizyjno - radiowych. To ponoć pod względem technicznym kolejne miejsce w światowej czołówce. Nie starczyło mi już czasu, żeby odwiedzić ten cud techniki, ale Wy koniecznie włączcie go do swojego planu zwiedzania.

Ciekawostki Kadıkoÿ


Wysiadając na stacji Söğütlüçeşme w Kadıköy, nie mamy pojęcia, że nasze stopy dotykają jednej z najstarszych części miasta. To tutaj w VII w p.n.e. powstaje grecka osada Chalcedon, w którym jakieś tysiąc lat później odbędzie się sobór o tej samej nazwie, znany jako największe w starożytności zgromadzenie biskupów chrześcijańskich Cesarstwa Rzymskiego. Dziś po tych wydarzeniach nie ma w dzielnicy ani śladu, choć archeolodzy od czasu do czasu wykopują tu coś spod ziemi. 



Współczesna Kadıkoy to tętniąca życiem, nowoczesna dzielnica mieszkaniowa. Wielu stambulczyków uważa, że to obecnie najlepsze miejsce do życia, pracy i wieczornej rozrywki w całej metropolii i nawet jeśli tu nie mieszkają, chętnie wpadają, by się zabawić lub zjeść coś dobrego w jednej z wielu lokalnych knajpek. A jeść i słuchać muzyki na żywo można zacząć już na świeżo odnowionym dworcu. Terminal Kadıköy Food Hall to największa dworcowa hala z jedzeniem z ponad 20 krajów świata. A to tylko część kulinarnych atrakcji tego miejsca.


Niestety nie miałam czasu pobuszować po tym raju, bo moja psiapsi Monia koniecznie musiała do kota. Biegłam więc za nią przez ruchliwy i mało atrakcyjny wiadukt, żeby chwilę potem między blokami odnaleźć słynną wśród kociarzy figurkę. Bezdomna kotka Tombili wylegująca się w charakterystycznej pozie na ulicach osiedla stała się ulubienicą mieszkańców do tego stopnia, że po jej śmierci w 2016 roku w czynie społecznym ufundowano jej pomnik. Dzięki mediom społecznościowym historia ta poszła w świat, a wyluzowana kotka stała się nie tylko symbolem wszystkich stambulskich kotów, ale przede wszystkim kwintesencją luzu i wolności. Urocza lekkość bytu w kocim wydaniu.


Dla zrównoważenia kocich klimatów dorzucam słodkiego kamiennego pieska napotkanego w drodze do Moda Pier. Kultowa już dziś dawna przystań promowa jest przykładem Pierwszego Narodowego Ruchu Architektonicznego łączącego elementy klasycznej architektury osmańskiej z zachodnimi wpływami początku XX wieku. Dziś na parterze mieści się klimatyczna i niedroga kawiarnia, a nad nią niewielka biblioteka miejska. Polecam wypić tu kawkę z widokiem na kojący błękit morza i zieleń wybrzeża.


Niech Was jednak nie zwiedzie okoliczny spokój. Moda ma wprawdzie coś z zapomnianego kurortu, ale wystarczy przejść kilka przecznic dalej, aby trafić w tętniący życiem azjatycki chaos. Jeśli nie macie ochoty na spacer, polecam skorzystać z tutejszego tramwaju retro. To według mnie najlepszy sposób na zwiedzanie tej dzielnicy. Linia numer 3 ma cztery przystanki. Trasa zaczyna się przy terminalu promowym, następnie zatrzymuje się przy największym lokalnym targu Kadıköy Bazaar, gdzie na pewno warto zajrzeć, jeśli lubicie takie klimaty. Ja nie bardzo, więc lecimy dalej.


Kolejny przystanek to słynne skrzyżowanie z charakterystyczną rzeźbą byka, będące głównym punktem orientacyjnym dzielnicy. Moje pierwsze skojarzenie biegnie oczywiście na Wall Street w Nowym Jorku, gdzie kolejka turystów codziennie ustawia się, by posmyrać bycze jądra, które podobno mają zapewnić im fortunę. Czy oba byczki mają ze sobą coś wspólnego? Nie sądzę, tym bardziej, że XIX rzeźba francuskiego artysty Isidore'a Bonheura z Kadıkoy jest dokładnie 125 lat starsza od swojego amerykańskiego kuzyna. Macanki po czymkolwiek mogą jednak przynieść niejaką korzyść zważywszy na fakt, że “bonheur” po francusku znaczy “szczęście” 😜.


Skrzyżowanie z bykiem to znany punkt orientacyjny i miejsce spotkań mieszkańców, ale także kibiców lokalnego klubu sportowego, którzy świętują tu każde zwycięstwo swojej drużyny, dekorując byka szalikami w barwach klubu Fenerbahçe. Ich dziewczyny buszują w tym czasie po sklepach na słynnej handlowej alei Bahariye Caddesi.

My wsiadamy na przystanku Moda, żeby dotrzeć z powrotem do przystani, którą przekornie zostawiłyśmy sobie na koniec. Bardzo miły zresztą, bo nabrzeże Kadıköy mogę z czystym sumieniem uznać za jedno z najprzyjemniejszych miejsc w azjatyckiej części Stambułu. Chłodna bryza zachęca, by rozsiąść się wygodnie nad wodą z chrupiącym simitem w ręku i napawać się widokiem beztrosko skaczących do wody dzieciaków, których krzyki podnoszą do lotu stado gołębi.



Po drugiej stronie portu majestatyczna bryła dworca Haydarpaşa przypomina o dawnej świetności tego miejsca. Niemiecka robota w stylu neoklasycystycznym była na początku XIX wieku prezentem od cesarza Wilhelma II i ważnym przystankiem w drodze z Berlina do Bagdadu. Od kilkunastu lat w renowacji, ale już niedługo znów połączy świat wschodu i zachodu. I mimo że my wrócimy zaraz promem do Europy, to chwilę jeszcze posiedzimy tu kontemplując symboliczną bramę do Azji, którą właśnie oswoiłyśmy. 
























Komentarze

Obserwuj Instagram!